Zurych: Friedhof Sihlfeld

Wiosną zakwitły magnolie. I nigdzie nie wyglądały tak pięknie, jak na cmentarzu Sihlfeld.

Tej niedzieli zatrzymałam się wśród drzew.

– Dobrze się robi zdjęcia? – Usłyszałam nagle za sobą.
Zagadał do mnie starszy pan. Zaczęliśmy rozmawiać o magnoliach i wszystkim dookoła.
– To jest bardzo przyjemny cmentarz – stwierdził.
Przyznałam mu rację.
– Tu leżą Spyri i Pestalozzi – kontynuował – i Henri Dunant.
– Ten od Czerwonego Krzyża? – Zapytałam.
– Tak, tak… Skąd pani pochodzi?
Rozmowa potoczyła się dalej. Ja byłam z Polski, on był Szwajcarem, ale miał żonę Czeszkę. Pożegnaliśmy się i życzyliśmy sobie miłej niedzieli.

IMG_5672

IMG_5675

Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. Takiego cmentarza. Bo cmentarze to przecież groby, groby i groby, jeden na drugim groby, alejka, żeby dojść do grobu, ławeczka, żeby usiąść nad grobem.

Cmenatrz Sihlfeld w Zurychu to ogromna przestrzeń. Są tu szerokie aleje, po których spacerują mamy z dziećmi. Jest mały strumyk, przy którym spotykają się nastolatkowie. Jest wielka łąka, na której w pogodne popołudnia można rozłożyć koc i poczytać książkę. Jest regał z książkami do wzięcia, o który postarała się biblioteka.

Lubię tu przychodzić. Usiąść na ławce i posłuchać śpiewu ptaków. Pospacerować. To jedno z tych miejsc, gdzie dokładnie widać, jak zmieniają się pory roku.

IMG_5748

dav

dav

IMG_3987

IMG_3994

IMG_3973

dav

dav

– Hej! – Dobiegł mnie nagle głos z oddali. Należał do mężczyzny na wózku inwalidzkim. – Hej! – Usłyszałam ponownie.
Rozejrzałam się dookoła. W pobliżu byłam tylko ja i on. Musiał  więc wołać do mnie. Może potrzebował pomocy?

Podeszłam do niego. Zapytałam, czy wszystko w porządku.
– W porządku, w porządku – odparł, – a co ty robisz z tym aparatem? Mam nadzieję, że nie robisz mi zdjęć?
– Nie, robię zdjęcia przyrodzie – odparłam, zgodnie z prawdą.
– To dobrze, bo na cmentarzu nie wolno robić ludziom zdjęć – odparł zdecydowanym tonem mężczyzna. Miałam wrażenie, że już chciał się zbierać dalej, kiedy nagle znów się odezwał: – A ja tutaj pracuję.
– Pracuje tu pan? A to ciekawe… – Udałam zainteresowanie. Bardzo chciałam już sobie od niego pójść.
– Tak, mimo tego, że jeżdżę na wózku – powiedział z dumą. – Jestem grabarzem i zaczynam pracę codziennie o północy, hehe – zaśmiał się cicho, z dziką satysfakcją.
Po tych słowach stwierdziłam, że naprawdę już na mnie czas.
– To wspaniale, że ma pan pracę – powiedziałam jeszcze, pożegnałam się i ruszyłam przed siebie.

IMG_5700

IMG_5728

img_5687.jpg

Znów siedzę na ławce. Czytam książkę. Piszę. Słucham śpiewu ptaków.

– Przepraszam, czy widziałaś ciemną kobietę? – Zaczepił mnie nagle jeden z przechodniów.
– Kogo? – Zapytałam półprzytomna, podnosząc głowę do góry.
– Ciemną kobietę. Przechodziła tędy?
– Nikogo takiego nie widziałam – odparłam, zgodnie z prawdą.
– Rany, ona musi tu gdzieś być – mężczyzna odwrócił się i nerwowym krokiem poszedł dalej, rozglądając się na wszystkie strony.

Znów pochylam głowę nad książką, zeszytem. Nade mną śpiewają ptaki, obok mnie ktoś przechodzi, tym razem o nic nie pyta. Jest cicho i spokojnie. Lubię tu wracać. Tu siedzę i płaczę. Tu stwierdzam, że to był dobry dzień. Tu słyszę swoje myśli. I tylko czasem, dla urozmaicenia, ktoś mnie do siebie zawoła, żeby powiedzieć, że pracuje jako grabarz, a ktoś inny będzie szukał rozpaczliwie ciemnej kobiety, której być może już nigdy nie odnajdzie…

IMG_5706

dav

2 myśli w temacie “Zurych: Friedhof Sihlfeld

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s